Skibą w mur - Machanie wibratorem

Skibą w mur - Machanie wibratorem

Dawniej szło się po rozum do głowy, dziś po wibrator
Jak chce się w Polsce przekonać kogoś do swoich racji, to trzeba wziąć do ręki wibrator. Dawniej szło się po rozum do głowy, dziś po wibrator. Z takiego założenia wyszedł niedawno poseł milioner Janusz Palikot, lider Platformy Obywatelskiej na Lubelszczyźnie. Palikot urządził konferencję prasową, na której machał do dziennikarzy pistoletem i wibratorem. Rzecz dotyczyła przemocy seksualnej i Palikot (z wykształcenia filozof) wspomagał się dla większego efektu rekwizytami, które są mu najbliższe w tej sprawie.
Dziennikarze to, jak wiadomo, ostatnie głupki i jak im się nie pokaże na konferencji odpustowego diabełka, to pogubią się w tym, co mają napisać. Show Palikota odbył się tuż przed długim weekendem i wielu odebrało go jako propozycję zabaw rodzinnych na trawce. Po tym głośnym w kręgach tancerek erotycznych happeningu poseł Palikot urósł do rangi lidera frakcji cyrkowej polskiego parlamentu.
Machanie wibratorem ma w Polsce długie tradycje, o czym wielu może nie wiedzieć. Pierwsze wibratory przemycano do naszego kraju w konspiracji niczym maszyny drukarskie dla "Solidarności". Przemycane wibratory skutecznie ożywiały życie erotyczne w podziemiu seksualnym. Nie od razu wszyscy wiedzieli, do czego służą. Byli tacy, którzy używali ich w ogródku do robienia dziurek na sadzonki lub grali nimi w palanta. Jako zacofani mieszkańcy PRL pierwsze wibratory zobaczyliśmy na filmach Federica Felliniego.
Masowo wibratory zaczęły napływać do Polski po 1989 r., gdy otworzyły się pierwsze legalne sex shopy. Już kilkanaście lat temu podczas imprez typu Miss Mokrego Podkoszulka pokazywano wibrator publicznie na scenie, zwykle w ramach konkursów "załóż gumę na instrument". Jeden z moich kolegów estradowych miał nawet sprawę w sądzie za samo użycie słowa "wibrator" w czasie imprezy plenerowej. Sprawa o obrazę moralności zakończyła się uniewinnieniem, gdyż sąd przytomnie uznał, że słowo "wibrator" nie jest wulgaryzmem, a sam inkryminowany przyrząd jest produktem legalnym, dopuszczonym do sprzedaży i występuje nie tylko w formie sztucznych penisów, ale także jako urządzenie wibrujące w telefonach komórkowych.
Całkiem niedawno sceny z udziałem wibratora umieścił w filmie "Ryś" nestor polskiej komedii Stanisław Tym, a zupełnie niedawno machał gumową pałką Kuba Wojewódzki w jednym ze swych programów, mówiąc do niej czule "Stefan" i oznajmiając, że jest do niej bardzo przywiązany. Wibrator - jak więc widzimy - zasłużony jest niczym Marilyn Monroe w ciężkiej misji walki z pruderią i zacofaniem.
Wszyscy dobrze wiemy, że już same mówienie bzdur nie wystarczy i podczas show dla dziennikarzy warto wspomóc się atrakcyjnym wizualnie rekwizytem.
Niestety, po latach oswajania się z wibratorem społeczeństwo może przestać reagować na tak proste chwyty. Czas pomyśleć o nowych gadżetach i akcjach happeningowych, które skutecznie uatrakcyjnią nudne konferencje prasowe. Oto garść propozycji do wykorzystania przez polityków, którzy podobnie jak poseł Palikot pragną usilnie zwrócić na siebie uwagę:

a) Podczas konferencji wyjmujemy z teczki spray z pianką do golenia i psikamy nim na siebie i siedzące z nami osoby, ze szczególnym uwzględnieniem okolicy twarzy. Pianka na twarzy to czytelna metafora mydlenia oczu. Podczas akcji z pianką informujemy, że nasi przeciwnicy polityczni mydlą oczy wyborcom.

b) W trakcie konferencji wyjmujemy miecz samuraja i rozwalamy nim na części kilka arbuzów, z których sok tryska jak z fontanny. Ubrani w japońskie kimono wygłaszamy wzniosłą mowę o tym, że ojczyzna jest podzielona, a władza wyciska z niej ostatnie soki.

c) Tuż po rozpoczęciu konferencji wyjmujemy przygotowane wcześniej rozgrzane żelazko i przykładamy je sobie do czoła. Gdy czuć już swąd spalonej skóry, odkładamy żelazko i pokazując spalone czoło, informujemy, że kolosalne błędy naszych przeciwników politycznych zostawią trwałą ranę na polskim organizmie gospodarczym.

d) Udzielamy konferencji prasowej nago, mówiąc, że nie mamy nic do ukrycia. Golimy się na łyso i malujemy sobie na głowie barwy narodowe, po czym wchodzimy do wanny i zanurzając się w niej, ogłaszamy, że "Polska tonie".
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany