Górna półka - Żółte imperium

Górna półka - Żółte imperium

Jacek Pałasiński "Kaczor po pekińsku, czyli podróż po Azji z Polską w głowie", Rosner&Wspólnicy, Warszawa 2007
Jeśli popatrzymy na chiński udział w handlu światowym, to dzisiaj jest to 3 proc., a Stany Zjednoczone mają 13 proc. Nasze prognozy przewidują, że w 2017 r. udział obu krajów wyrówna się na poziomie 12 proc." - mówił przed rokiem prezes Banku Światowego James Wolfensohn. Jeśli jego opinia okaże się trafna, to za dziesięć lat świat powróci do dwubiegunowego układu, doskonale znanego nam z powojennego czterdziestolecia. Tyle tylko, że tym razem naprzeciw USA stanie kraj nie opierający swej potęgi jedynie na arsenale nuklearnym, ale przede wszystkim na ekspansywnej gospodarce, której produkty już dziś (mimo ograniczeń wprowadzonych przez UE) zalewają także i polski rynek.
Czy narodziny żółtego imperium nie są dla Zachodu większym zagrożeniem niż wojna z islamskim terroryzmem? Czy Azja, w której w ślad za Chinami podążają na drodze przyspieszonej modernizacji również Indie, nie staje się na naszych oczach nowym centrum świata? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie Jacek Pałasiński odwiedził tę część świata, a swe wrażenia opisał w książce będącej połączeniem reportażu, eseju historycznego, osobistych wspomnień i wreszcie politologicznej analizy. Ta mieszanka stylów do końca nie wyszła książce na dobre, choć koktajl, jaki Pałasiński serwuje czytelnikowi, konsumuje się z przyjemnością. A jego najsmaczniejszym składnikiem wydaje się ostatni rozdział, poświęcony właśnie Chinom. To w nim padają najistotniejsze tezy autora dotyczące narodzin w minionym roku sojuszu chińsko-arabskiego, który ma w nieodległej przyszłości zmienić układ sił na świecie.
Gwałtownie rozwijająca się chińska gospodarka potrzebuje coraz więcej energii. Chińczycy nie są w stanie zaspokoić energetycznego głodu posiadanym węglem, gdyż obecna skala jego wykorzystania już powoduje katastrofę ekologiczną. Problemu nie rozwiąże też 30 elektrowni atomowych, które Chińczycy planują zbudować do 2020 r., ani niedawno otwarta elektrownia na największej na świecie Tamie Trzech Przełomów. Ta ostatnia ma produkować 18 tys. megawatów, a Chińczycy przewidują, że za kilkanaście lat będą potrzebować rocznie 900 tys. megawatów. Jedynym wyjściem pozostaje gwałtowne zwiększenie importu ropy i stąd sojusz z największym eksporterem tego surowca na świecie, czyli Arabią Saudyjską. Coraz wyraźniejsza perspektywa rosnących - w konsekwencji chińskiego apetytu - cen ropy, nie jest jednak jedyną złą wiadomością dla Zachodu.
Szukając źródeł ropy i innych brakujących im surowców, Chińczycy ruszyli na podbój Afryki. W przeciwieństwie jednak do czasów Mao Zedonga, kiedy mieli znacznie mniej do zaoferowania niż Rosjanie czy Amerykanie, Pekin jest dziś dla afrykańskich przywódców atrakcyjnym partnerem. Dlaczego? Bo dysponuje potężnymi pieniędzmi (rezerwy walutowe Chin przekroczyły już pułap biliona dolarów) i chętnie je inwestuje w przemysł wydobywczy bogatych w ropę państw (jak Sudan czy Nigeria), a równocześnie (inaczej niż Zachód) nie przejmuje się takimi detalami jak przestrzeganie w tych krajach praw człowieka. Co więcej, Chińczycy, mający za sobą doświadczenie w tłumieniu dążeń niepodległościowych Tybetańczyków i Ujgurów, mogą pomóc afrykańskim dyktatorom w rozwiązywaniu nękających ich podobnych problemów. Z punktu widzenia UE, szczególnie niepokojący wydaje się flirt Chin z Marokiem, gdzie za pieniądze z Pekinu powstanie centrum przemysłowe i port w Tangerze. W ten sposób Chińczycy próbują okrężną drogą otworzyć sobie szerzej drzwi do Europy, która walczy z zalewem towarów Made in China za pomocą systemu kontyngentów. Wątpliwa skuteczność tej walki jest skądinąd dobrze widoczna chociażby na rynku zabawek. Kupienie dziś w Polsce zabawki, która pochodziłaby z fabryki zlokalizowanej poza obszarem Chin i Tajwanu, graniczy z cudem.
Właśnie brak wątku dotyczącego Tajwanu wypada uznać za jedną ze słabości książki Pałasińskiego. Tymczasem połknięcie (jak przed laty Hongkongu) tego nieprzyzwoicie bogatego kraju u wybrzeży Chin, którego oficjalnie - pod presją Pekinu - nie uznaje większość państw świata, mogłoby znacząco skrócić ich marsz ku pozycji supermocarstwa. Niezależnie od tego, czy tak się stanie i czy chińska gospodarka nie dostanie już wkrótce zadyszki, Pałasiński ma dla czytelników swej książki umiarkowanie optymistyczne zakończenie. Przekonuje w nim, że Chińczycy po szaleństwach epoki Mao "powrócili do swej pogardy dla wojen i zgodnie z naukami Konfucjusza będą się starali załatwiać wszystkie kwestie międzynarodowe metodami dyplomatycznymi". W sytuacji, gdy tylko w 2005 r. Chiny uzyskały dodatni bilans w handlu zagranicznym, wynoszący 100 mld dolarów, byłoby dobrze, gdyby Pałasiński miał rację.


Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • muj potpis   IP
    sóper ksiąrzga potopa mi śe :) kture to wydanie?

    Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


    ZKDP - Nakład kontrolowany