Piąty bieg

Piąty bieg

Sześć scenariuszy dla polskiej gospodarki
Polska gospodarka pędzi na piątym biegu. Ekonomiści zwracają uwagę, że wyższe obroty sprawiają, iż z rury wydechowej lecą skry. Chodzi o to, o ile przyhamować, aby nie dopuścić do awarii i nie wytracić szybkości.
Przed największym dylematem stoi Rada Polityki Pieniężnej, która trzyma nogę na polskim pedale gazu. Przedwczesne ujęcie gazu, czyli podwyższenie stóp procentowych, może sprawić, że na tyle wytracimy pęd, iż gospodarkę trudno będzie pobudzić do biegu przez kilka lat. Zbyt późna akcja oznacza to samo.

1. Ceny w górę
Ceny rosną. Czasy, gdy mieliśmy najniższą w UE inflację, minęły. Dwunastomiesięczny wskaźnik inflacji wyniósł w marcu 2007 r. 2,5 proc. i był najwyższy od 22 miesięcy. Nie poziom inflacji - nie taki wysoki, bo równy celowi inflacyjnemu - jest groźny, ale fakt, że jest ona rosnąca (w grudniu 2005 r. wynosiła 1,4 proc., w styczniu 2007 r. - 1,6 proc., a w lutym 2007 r. - 1,9 proc.), i to coraz szybciej. Powiększają się oczekiwania inflacyjne - w lutym przekonanie, że inflacja nie zwolni, wyrażało 75 proc. firm (o 15 proc. więcej niż w grudniu). Powiększa się liczony przez Bureau for Investments and Economic Cycles wskaźnik inflacji wyprzedzającej. Wszystko to plus normalne zwiększanie cen "na przednówku" i niepewna sytuacja na rynkach surowcowych sugeruje, że tempo wzrostu cen może się podnosić.

2. Pieniądza w bród
Trudno, by ceny nie szły w górę, skoro rośnie wielkość pieniądza w obiegu. Licząc podstawową europejską miarą, jaką jest tzw. agregat M3, w marcu 2007 r. w obiegu było 492,7 mld zł - o 75 mld zł więcej niż przed rokiem. Budżet, mimo że jego dochody w ciągu roku wzrosły o 18,5 proc. (I kw. tego roku - 56 mld zł, rok wcześniej - 47 mld zł), nie zadowala się tym powiększeniem i pożycza jak szalony, windując w dwóch ostatnich latach swoje roczne potrzeby pożyczkowe do niemal 50 mld zł. To przekłada się na wzrost popytu całego sektora finansów publicznych.
Nakręcanie popytu przez państwo w poprzednich latach nie było groźne, bo wydatki firm i gospodarstw domowych zwiększały się niemrawo. W ostatnim okresie przeszły one w galop (firmy) i cwał (ludność). Zadłużenie przedsiębiorstw zwiększyło się w ostatnim roku o 22,5 mld zł (17,5 proc.), a gospodarstw domowych - aż o 55,4 mld zł (37,5 proc.). Popyt stymuluje zatrudnienie (wzrost w ciągu roku o 4,5 proc.) i płace. Te drugie w marcu skoczyły aż o 9 proc. i po raz pierwszy od lat był to przyrost przewyższający tempo zmian wydajności pracy (wzrosła o 6,5 proc.)

3. Między zacieśnieniem a poluzowaniem
RPP, decydując o stopach procentowych, w małym stopniu wpływa na bieżące wydarzenia gospodarcze. Pełne efekty takiej decyzji ujawniają się po kilkunastu miesiącach. W przybliżeniu możemy powiedzieć, że to, co zrobi RPP, określi sytuację ekonomiczną Polski na przełomie 2008 r. i 2009 r. Co może nas wtedy czekać? Sytuacja makroekonomiczna będzie wypadkową polityki fiskalnej i monetarnej. Teoretycznie większe pole manewru ma budżet i jego decyzje są dla gospodarki mniej bolesne. Teoretycznie możliwe są trzy strategie przygotowywania budżetu na lata 2008 i 2009.
Strategia pierwsza - zacieśnienie polegające na redukcji wydatków budżetowych i obniżeniu przez to deficytu do 20 mld zł. Oznaczałoby to proporcjonalną redukcję potrzeb pożyczkowych rządu do 35 mld zł. Takie zmiany zmniejszałyby globalny popyt, hamując presję inflacyjną, a jednocześnie odciążyły rynek finansowy, na którym państwo konkuruje z podmiotami gospodarczymi. Dodatkowym korzystnym efektem takich oszczędności budżetowych byłoby zatem neutralizowanie skutków wpływu zmian stóp NBP na oprocentowanie kredytów i pozostawienie większej przestrzeni dla rozwoju firm. Jest to wariant mało prawdopodobny technicznie (wymaga dużej reformy fiskalnej, a do tego obecna ekipa nie jest przygotowana) i jeszcze mniej prawdopodobny politycznie. Owe zmiany musiałyby dotyczyć budżetu w roku przedwyborczym i wyborczym, a wtedy żadna ekipa rządząca nie jest zbyt chętna do cięcia wydatków.
Druga strategia polega na utrzymaniu status quo, czyli zachowaniu kotwicy nominalnej na poziomie 30 mld zł i potrzeb pożyczkowych na poziomie 45-50 mld zł. Jest to prawdopodobne przy utrzymaniu dobrej koniunktury) i choćby minimalnej odporności rządu na naciski polityczne.
Wariant trzeci - poluzowanie. Oznaczałby on istotne zwiększenie wydatków, powodujące wzrost deficytu do 35-40 mld zł i potrzeb pożyczkowych do 60 mld zł. Nie jest to ze względu na wkraczanie w okres przedwyborczy niemożliwe, a prawdopodobieństwo, takiego - samobójczego na dłuższą metę - rozwiązania jest proporcjonalne do spadku notowań PiS i jego walczących o przeskoczenie progu wyborczego koalicjantów. W taki scenariusz może nas wpędzić także pogorszenie koniunktury, hamujące wzrost dochodów budżetu.

4. Jastrząb reaktywny
Jest najbardziej prawdopodobne, że polityka fiskalna będzie się plasować między drugim a trzecim wariantem. W tej sytuacji cały ciężar amortyzowania skutków przegrzewania gospodarki spadnie na politykę monetarną, którą prowadzi przede wszystkim bank centralny i RPP. Możliwe są trzy warianty.
Scenariusz jastrzębi - dążenie do utrzymania realnych stóp procentowych. Wymaga to ich zwiększenia do końca roku o ponad 1 punkt procentowy. Aby uniknąć spekulacyjnych zawirowań na rynku finansowym, cykl podwyżek powinien być rozpoczęty od mocnego uderzenia, a RPP powinna jasno zakomunikować zmianę swojego nastawienia. Rząd będzie przeciwko temu wariantowi. Jego naciski wzmocnią partie koalicyjne, wyznające poetycką wizję polityki pieniężnej. Ostre hamowanie jest mało prawdopodobne.
Mało prawdopodobny jest też scenariusz strusi, czyli schowanie przez członków RPP głowy w piasek i udawanie, że nic się nie dzieje. Najprawdopodobniej zwycięży postawa umiarkowanie reaktywna. Bank centralny będzie podnosić stopy, ale powoli (po 0,25 punktu procentowego - tak jak ostatnio). Ryzyko przy tym wariancie polega na tym, iż będą to zmiany spóźnione i niewystarczające, co sprawi, że skumulowana skala podwyżek przy hamowaniu łagodnym będzie wyższa niż przy ostrym.

5. Nieurodzaj gołębi
Nawet ci członkowie RPP, którzy zawsze byli przeciwko zmianom stóp procentowych, mówią o tym, że stopy trzeba podnieść. Przy niezmiennych stopach nominalnych (4 proc.) i rosnących cenach spada stopa realna (przed rokiem wynosiła 3,5 proc., obecnie 1,4 proc.).
Cykl podwyżek stóp rozpocznie się najprawdopodobniej na jednym z najbliższych posiedzeń RPP. Wątpliwości może budzić ich skala i sposób rozłożenia w czasie. Zwyczajowo przeciwne takim zmianom Ministerstwo Finansów (podwyżka stóp podwyższy koszty obsługi długu publicznego i - hamując koniunkturę - może niekorzystnie wpłynąć na dochody budżetu) nie powinno protestować zbyt głośno. Już na etapie przygotowania budżetu w 2006 r. uznało taki scenariusz za tak prawdopodobny, że do założeń budżetowych wpisało wzrost stóp procentowych banku centralnego w 2007 r. o 0,5 punktu procentowego.

6. Co nas czeka?
Skoro rachunek logiczno-polityczny prowadzi do wniosku, że najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie status quo w polityce fiskalnej i umiarkowane zacieśnienie polityki pieniężnej, zasadne jest pytanie o łączny efekt takiej polityki. Prawie pewne jest podtrzymanie wysokiej (około pięcioprocentowej) stopy wzrostu PKB i rosnącej (miejmy nadzieję, że lekko, do 3-4 proc.) inflacji. Stopa bezrobocia spadałaby, schodząc poniżej poziomu stopy naturalnej (10 proc.), a płace utrzymywałyby wysokie tempo wzrostu. Z punktu widzenia krótkookresowo patrzących na gospodarkę polityków byłaby to sytuacja wymarzona, dobrze odbierana przez większość wyborców. Ale znaleźlibyśmy się na szczycie góry, z którego przy lekkim pchnięciu łatwo można polecieć w dół. Modelowym przykładem realizacji tego scenariusza jest gospodarka węgierska z deficytem budżetu, który wybił się na 10 proc., i inflacją ocierającą się o wskaźnik dwucyfrowy. Co oznacza konieczność brutalnych cięć wydatków socjalnych, na co przyzwolenia społecznego nie ma.
Na rozgrzane (sześcioprocentowym wzrostem gospodarczym) głowy dobrze jest wziąć zimny okład i przypominać, że każde przyśpieszenie gospodarki tworzy zagrożenia utraty przez nią równowagi. W takich sytuacjach potrzebna jest rozwaga i myślenie w dłuższym horyzoncie niż najbliższy kwartał. Nic nie jest przesądzone, a dodając gazu przy gorącym silniku, możemy go spalić albo nie wyrobić się przy najbliższym ostrym zakręcie.


Ilustracja: D. Krupa
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany