Kochanek Francji

Kochanek Francji

Nicolas Sarkozy to nadambitny, nadaktywny, nadpobudliwy zwycięzca
Czwartek, 13 maja 1993 r. W Neuilly, na zamożnych przedmieściach Paryża, mężczyzna, który każe siebie nazywać "Human Bomb", bierze jako zakładników 21 dzieci z przedszkolnej grupy trzylatków. Za ich uwolnienie żąda 100 mln franków. Negocjacji podejmuje się mer Neuilly, a jednocześnie minister budżetu i najmłodszy z członków gabinetu Édouarda Balladura. Do sali, gdzie się ukrył porywacz, wejdzie siedem razy i wyprowadzi kolejno 15 dzieci.
Tym negocjatorem był Nicolas Sarkozy. Gdy stało się już jasne, że nikogo więcej nie uda się uwolnić, do akcji wkroczyli antyterroryści. Porywacza zabito. Poza nim nikt nie ucierpiał. "Dowiedziałem się, co to jest strach. Przede wszystkim jednak odczułem ciężar odpowiedzialności" - wyznał Sarkozy. Błyskawicznie stał się bohaterem Francji. Był już jednak doświadczonym graczem. Ukrył się przed mediami, które natychmiast zaczęły pytać, czy terrorystę trzeba było zabijać. Sarko milczał, a media uznały, że to oznaka skromności.

Kompleks ojca
Decyzję o tym, że chce zdobyć najwyższe urzędy w państwie, podjął w wieku 19 lat i przez kolejne ćwierć wieku dążył do celu. Lubi powtarzać za Jeanem de La Bruy?re, że "człowiek rozumny leczy się z ambicji ambicją". Nigdy wcześniej nie było w Pałacu Elizejskim polityka, który tak dobrze uosabiałby francuski tygiel. Jest synem sefardyjskiej Żydówki Andrée Mallah i węgierskiego hrabiego Pála Sárközy de Nagy-Bócsa. "To, co czyni mnie tym, kim dziś jestem, to suma upokorzeń, jakich doznałem w dzieciństwie" - wyznał Catherine Nay, autorce swojej biografii.
Największego upokorzenia Sarko doświadczył jednak nie z powodu pochodzenia, lecz przez brak ojca. Andrée odeszła od męża z trójką małych dzieci, nie umiejąc znieść awantur i zdrad Pála. Nicolas miał wtedy cztery lata. Pál nie kontaktował się z synami ani nie łożył na ich utrzymanie. Wysłał do Nicolasa list dopiero, gdy ten był już znanym politykiem. To podobno Andrée nalegała, by dał ojcu szansę. Sama wybaczyła Pálowi i nawet zapraszała na rodzinne przyjęcia jego byłe żony (miał ich cztery). Rana spowodowana brakiem ojca nie zabliźniła się jednak chyba nigdy. W 2005 r., podczas programu we France 3, Sarko podczas rozmowy o rodzinie niespodziewanie zacytował przebój Calogero: "Nie opuszcza mnie ta myśl: gdyby tylko za mną zatęsknił. Może da znak życia. Tęsknota za miłością to nie grzech. Poza ojcem nie tęsknię za niczym".
Kilka lat temu Pál zabrał synów do Alattyán pod Budapesztem. Okazało się, że ze szlacheckiej przeszłości rodu nie zostało nic. Wszystko zniszczyli komuniści. Odtąd osobą najbardziej powątpiewającą w szlacheckie korzenie ojca był Nicolas, który nie szczędził mu z tego powodu złośliwości. Ten odwzajemnił się mu brakiem wiary w to, iż syn zdobędzie prezydenturę.

Fałszywy brat
Równie wielką traumą, jak sprawa ojca, mogło się skończyć dla Sarkozy'ego spotkanie z kobietą, którą nazywa miłością swego życia. Pierwszy raz Cécilię Ciganer Albéniz spotkał w dniu, gdy brała ślub z jego przyjacielem, aktorem Jackiem Martinem. Ślub, którego on sam, jako mer, udzielał. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, iż Nicolas był już wtedy od dwóch lat żonaty. To, że ma romans z Cécilią wyszło na jaw dopiero po czterech latach. Gdy Marie doniosła o tym Martinowi, ten miał grozić, że "rozkwasi gębę" temu "fałszywemu bratu". Gorzej o Sarkozym mówiła chyba tylko Claude Chirac, córka prezydenta. Podobno też miała romans z Nicolasem, gdy ten nabierał politycznych szlifów u boku jej ojca. Gdy Sarko zamiast Chiraca poparł w wyborach prezydenckich w 1995 r. Édouarda Balladura, Claude urządziła jedną z najbardziej upokarzających scen w życiu Sarkozy'ego. Przekonała jego partyjnych kolegów, by go wygwizdali. Oni dorzucili okrzyki, że jest zdrajcą i łajdakiem, a nawet go opluli. Sarkozy dwa lata starał się wrócić do pierwszej ligi politycznej. Chirac już nigdy mu nie zaufał. Były przyjaciel, Jacques Martin obszedł się z nim trochę łagodniej. Pytany o zniszczone małżeństwo wyznał: "Przecież mimo wszystko nie mogłem sprać mera moich dzieci".
Stare powiedzenie, by nie budować szczęścia na krzywdzie innych, sprawdziło się w małżeństwie z Cécilią. Pierwszy raz zostawiła go dwa lata temu dla marokańskiego kochanka, z którym uciekła do Nowego Jorku. Sarko zaczął się wówczas spotykać z dziennikarką "Le Figaro" Anne Fuldą. Brukowce pisały, że to właśnie ujawnienie, iż Nicolasowi nie doskwiera zbytnio samotność sprawiło, że Cécilia wróciła do niego. Ostatnio znów chyba jednak skończyła się sielanka. Przed końcem kampanii Cécilia przestała się pojawiać u boku męża. Plotkowano, że Sarko pobił żonę, dowiedziawszy się o jej kolejnym romansie. Ten się tłumaczył, że spodziewał się takich ataków i dlatego postanowili z Cécilią, że na finiszu kampanii żona usunie się w cień. To zaskakujące tłumaczenie,  bo żona była dotąd jednym z jego najbliższych doradców.
"W politycznym teatrzyku, gdzie sztylet i trucizna kryją się w pięknych opakowaniach przewiązane wstążkami hipokryzji, Sarkozy zdecydowanie się odróżnia. On nigdy nie skrywa się za maską. Nie hołduje zasadom bizantyjskiego dworu, gra w otwarte karty. I nie tylko robi, co mówi, nie tylko mówi, co robi, ale mówi też, dlaczego i jak to robi i mówi" - napisała Catherine Nay w biografii "Sarkozy. Pragnienie władzy". Jej bohater to postać nietuzinkowa - był najmłodszym w historii merem, jednym z najmłodszych parlamentarzystów i najmłodszym ministrem. Trudno znaleźć polityka, który jak on szedłby pod prąd - w czasie gdy królują slogany maja '68, Sarko decyduje się wstąpić do gaullistowskiego Zgromadzenia na rzecz Republiki. Gdy wykrzyczy kolegom z uczelni, że nie popiera ich haseł, pobiją go tak dotkliwie, że trafi do szpitala. Uzna, że jego korzenie oraz fakt, iż wszystko osiągnął dzięki własnej pracy, dają mu prawo do tego, by imigrantów wywołujących zamieszki na przedmieściach Paryża nazwać bandziorami. Tajemnicą jest charakter Sarkozy'ego. Hiperaktywny, uparty i pracowity, podobno nigdy nie powściąga emocji. Czasem sprawia wrażenie, że mówi za dużo, czasem podejmuje decyzje, które mogą złamać mu karierę. Odpowiada z uśmiechem: "Bo to ja sam jestem swoim największym wrogiem". Dotąd ta wrogość wychodziła mu na dobre.

W artykule wykorzystałam fragmenty książki "Sarkozy. Pragnienie władzy" Catherine Nay
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany