Konstytucja Atlantydy

Konstytucja Atlantydy

Eurotraktat w obecnej formie jest nie do uratowania, a wręcz byłoby fatalnie, gdyby go uratowano
Przywódca "obozu wroga" stanął na czele zwolenników eurokonstytucji. Czy brytyjski premier Tony Blair chce ich w ten sposób przechytrzyć? Propozycja Blaira zakłada okrojenie dokumentu i rezygnację z nazwy "konstytucja". Idzie w sukurs pomysłom kanclerz Angeli Merkel

Konstytucja europejska jest jak mityczna Atlantyda. Na jej temat krąży więcej mitów niż faktów. Niedawno telewizja Euronews wyemitowała reportaż o polskim bojkocie konstytucji. Główna teza głosiła, że Polska jest grabarzem "najwspanialszej europejskiej idei". Antybohaterem euroentuzjastów zrobiono Jana Rokitę, autora hasła "Nicea albo śmierć!" (skądinąd bardzo ono pomogło ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi w negocjacjach). Fakt, że konstytucję odrzuciły kraje, które miały być jej filarem - Holandia i Francja, został dyskretnie przemilczany. Za to z ubolewaniem skomentowano "twardogłowość" braci Kaczyńskich, w czym wtórowali rozmaici sfrustrowani polscy eksperci. "A przecież Polacy jako naród miażdżącą przewagą popierają traktat" - twierdzili komentatorzy, cytując wyniki badań Eurobarometru, z których wynika, że ponad 70 proc. polskich obywateli popiera projekt.
Konstytucja w obecnej formie jest nie do uratowania, a wręcz byłoby fatalnie, gdyby ją uratowano. I to nie polskie grymasy, lecz francuskie i holenderskie "nie" zmieniły bieg prac nad dokumentem. Okres refleksji skończył się jednak i pod niemieckim przewodem unia przechodzi do czynów. Najpierw była "mapa drogowa", czyli nadzieja, że prace rozpoczęte za niemieckiej prezydencji zostaną sfinalizowane podczas francuskiej kadencji w 2009 r. Ostatnio wiele zamieszania wywołał poufny list kanclerz Merkel do przywódców unijnych. Merkel proponuje, by zmienić nazwę dokumentu na mniej kontrowersyjną, nieco skrócić traktat, ale nie zmieniać meritum.
- To polityczne oszustwo i ewidentna manipulacja. Pani kanclerz proponuje, by ten sam produkt sprzedać pod inną etykietką, licząc na to, że obywatele się nie zorientują - mówi polski eurodeputowany Michał Kamiński (PiS). Idea Merkel nie jest odkrywcza. Rok temu premier Luksemburga Jean-Claude Juncker stwierdził, że skoro kością niezgody jest nazwa "konstytucja", to lepiej zmienić ją na "ustawa zasadnicza".

José Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej: "Traktat konstytucyjny UE w obecnym kształcie nie wejdzie w życie. Powinniśmy sobie to otwarcie powiedzieć"

Daniel Cohn-Bendit,
eurodeputowany z grupy Zielonych: "Zróbcie coś, żeby przepchnąć konstytucję. Nie każcie mi znowu kłamać, że to wspaniały projekt"

Hans-Gert Pöttering,
przewodniczący europarlamentu: "Żaden program reform instytucji i procedur UE nie był tak przejrzysty jak ten, który doprowadził do tekstu traktatu konstytucyjnego. Paradoksalnie jednak jedną z przyczyn odrzucenia tekstu we Francji i Holandii było przekonanie, że konstytucja nie jest dość demokratyczna"

David Cameron,
lider brytyjskiej Partii Konserwatywnej: "Unia Europejska ciągle jest za bardzo zainteresowana samą sobą. Zamiast próbować sprostać prawdziwym wyzwaniom, takim jak globalizacja, zmiany klimatyczne i walka z ubóstwem, traci siły i czas na coś tak mało pożytecznego jak konstytucja europejska"

Valery Giscard d'Estaing, przewodniczący Konwentu, który opracował projekt eurokonstytucji: "Zły kompromis i zgoda na okaleczoną konstytucję zamknęłyby unię w bezsilności i nieskuteczności"

Guy Verhofstadt,
premier Belgii: "Jeśli w sprawie konstytucji nie uda się osiągnąć porozumienia, trzeba będzie poważnie pomyśleć o współpracy w węższym gronie państw, które ratyfikowały traktat"
Gambit Blaira
Propozycja Tony'ego Blaira była w Brukseli zaskoczeniem. Wielka Brytania uchodzi za największy bastion przeciwników traktatu. Blair tymczasem wrócił do pomysłu Nicolasa Sarkozy'ego, by zrezygnować z nazwy "konstytucja" i okroić traktat. - Rezygnacja z określenia "konstytucja" po pierwsze zmniejszyłaby opór Brytyjczyków, dla których ta nazwa była nie do zaakceptowania. Po drugie, w minitraktacie nie musiałoby być preambuły, czyli odpada problem ewentualnego odwołania do chrześcijaństwa. A po trzecie, tego typu dokument mógłby zostać przyjęty przez parlamenty - mówi Peter Ludlow z Centre for European of Policy Studies. Blair był od początku ostrożnym zwolennikiem traktatu. Miał jednak związane ręce - taka decyzja musiałaby być podjęta w referendum, a tego nie chciał ryzykować. Według sondaży, ponad 70 proc. Brytyjczyków powiedziałoby w referendum "nie". Klęska w głosowaniu przyspieszyłaby koniec Blaira.
Teraz, zapowiedziawszy odejście ze stanowiska premiera, Blair nie ma nic do stracenia. - To hańba. Blair z niektórymi kolegami partyjnymi lekceważą opinię większości Brytyjczyków, którzy nie życzą sobie konstytucji europejskiej, jakkolwiek będzie się ona nazywać. Moim zdaniem, to gra Blaira pod publiczkę. Liczy pewnie na karierę europejską - mówi brytyjski konserwatywny eurodeputowany Daniel Hannan. Podobnego zdania jest Michał Kamiński. - Końcówka rządów brytyjskiego premiera jest w złym stylu. Odchodzi jako jeden z najmniej lubianych polityków. Tą propozycją Blair osiąga dwa cele: sam zapisuje się w historii jako "dobry Europejczyk", a problem realizacji pomysłu zostawia swojemu następcy Gordonowi Brownowi.
Gdy podobne propozycje wysuwali Sarkozy czy Juncker, miały one inny wydźwięk. Fakt, że pochodzą z eurosceptycznego Londynu, to potężny argument dla zwolenników konstytucji. Zwycięstwo Sarkozy'ego w wyborach prezydenckich oznacza wsparcie Paryża. Podczas spotkania szefów rządów krajów UE powstanie platforma do rozmów. Pewne jest zastąpienie nazwy "konstytucja" mniej kontrowersyjnym określeniem. Niemal na pewno znikną z tekstu szczegółowe regulacje, m.in. osławione kwoty połowowe na Malcie. Zostaną pomysły reformy instytucjonalnej, karta praw podstawowych i nowe zasady systemu liczenia głosów - tzw. system podwójnej większości, który budzi największe opory, bo traci na nim 16 krajów, a zyskują tylko Wielka Brytania, Francja, Włochy i - przede wszystkim - RFN. Gdyby system obowiązywał, Niemcy mógłyby przeforsować każdą decyzję.
Berlin ruszył z dyplomatyczną ofensywą. Dania i Szwecja milczą, Londyn daje zielone światło, Czechy buntują się, czego wyrazem była odmowa przyjęcia Merkel przez premiera Mirka Topolánka. - Konstytucja nie jest Europie potrzebna. Ważniejsze jest teraz wzmocnienie gospodarki - mówi "Wprost" Topolánek.
Na celowniku znalazła się Polska. Sygnały płynące z Warszawy napawają Berlin umiarkowanym optymizmem. Polska nie chce już umierać za Niceę, ale nie chce się też zgodzić na nowy system liczenia głosów. Alternatywą może być tzw. system pierwiastkowy - nie bardziej skomplikowany od podwójnego, a bardziej sprawiedliwy.
- Niemcy i UE potrzebują teraz jednomyślności. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko przekonywanie Pragi i Warszawy - mówi niemiecki eurodeputowany Alexander von Lambsdorff. Na razie Polska i Czechy mówią jednym głosem i nie jest to głos euroentuzjastów. Warszawa przygotowuje się jednak do scenariusza zakładającego, że ostatecznie to Polska będzie krajem, który zawetuje system głosowania i tym samym całą konstytucję. Stawiając wszystko na jedną kartę, ryzykujemy ostracyzm, choć i tak już mamy etykietkę czarnej owcy. Chcąc wprowadzić konstytucję, jej orędownicy będą musieli pójść nam na rękę. Weto jest może mało elegancką, ale skuteczną metodą. - O ile uda się osiągnąć kompromis, za niemieckiej prezydencji mogą się rozpocząć prace nad nowym projektem. Będzie wtedy duża szansa na to, że zostanie on przyjęty najpóźniej za francuskiej prezydencji - mówi Bruno de Witte z European University Institute.
Ostatnio rolę frontwoman w konstytucyjnej sprawie gra Angela Merkel. Jej determinacja wynika przede wszystkim z korzyści, które oznacza dla Niemiec przyjęcie konstytucji. Wsparciem jest przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poetering. Spośród przywódców europejskich zaangażowani w dzieło są premierzy Luksemburga Jean-Claude Juncker, Belgii Guy Verhofstadt i Włoch Romano Prodi. Symbolem konstytucji pozostaje jednak były prezydent Francji Valéry Giscard d'Estaing. Konstytucja to jego dziecko. Ale zdaniem niektórych, jest on także powodem jej porażki. - Błędem był jego wybór na szefa konwentu. Przez ten francuski patos wylał dziecko z kąpielą. Gdyby na jego miejscu był pragmatyczny Niemiec czy Holender, nie byłoby szumnej nazwy, dokument byłby krótszy i bardziej praktyczny i już dawno by obowiązywał - mówią.
Koło ratunkowe rzuca projektowi pragmatyczny Brytyjczyk Tony Blair. Tuż przed pożegnaniem z wielką polityką myśli on jednak głównie o własnej przyszłości i o swoim miejscu w historii. Nie zapewni mu tego coś, co, jak Atlantyda, tonie lub w ogóle nie istniało.
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany