Zatoka luksusu

Zatoka luksusu

Trójmiasto staje się jednym z największych w Europie ośrodków budowy jachtów morskich
Związkowcy ze stoczni jachtowej pod Calais protestowali przeciw sprowadzaniu do Francji tańszych łodzi laminatowych z polskich stoczni na Mazurach. Jedną z takich łodzi podczepili pod dźwig i zrzucili z kilku metrów na beton. Łódź została nienaruszona. Ponieważ demonstrację relacjonowała telewizja, poszło w świat, że polskie znaczy lepsze.
Związkowcy z Calais osiągnęli tyle, że dziś Francuzi przenoszą do nas produkcję także najbardziej zaawansowanych jachtów morskich, włącznie z luksusowymi katamaranami kosztującymi kilka milionów euro. W polskich morskich stoczniach jachtowych (jest ich już kilkadziesiąt) kupują też Amerykanie, Brytyjczycy, Szwedzi, Duńczycy i Niemcy. Dla polskich stoczni jachtowych projektują gwiazdy światowego jachtowego designu jak Anglik Bill Dixon.

Luksus pod żaglami
Trzy wygodne sypialnie z węzłami sanitarnymi, klimatyzacją, telewizorami plaz-mowymi plus dwa obszerne, luksusowo wyposażone salony. Do tego kuchnia z pełnym wyposażeniem w najlepszy sprzęt AGD. To nie opis komfortowego apartamentowca, lecz jachtu motorowego Escape S, wykonanego w gdańskiej stoczni Conrad dla klienta z USA.
Dotychczas eksportowaliśmy głównie niewielkie łodzie motorowe o długości do 7 m, co ograniczało oferowany komfort i dostęp do najzamożniejszych odbiorców. Od kilku lat atak na najwyższe segmenty jachtowej produkcji przypuściły firmy znane wcześniej z produkcji małych oraz średnich motorówek, a także stocznie specjalnie tworzone w tym celu. O innym ciężarze gatunkowym nowej specjalizacji polskich firm świadczy wspomniany Escape S.

Czwarty pokład
Sylwetka zaprojektowanego przez Billa Dixona jachtu Escape S łamie proporcje między długością i wysokością. Powód? Amerykański nabywca chciał, by jacht miał trzy pokłady, w tym środkowy z pełnymi oknami zamiast niewielkich bulajów (umieszczono tam ekskluzywny salon i kabinę armatora), jednocześnie zachowując długość linii wodnej do 24 metrów. Przekroczenie tej granicy oznaczałoby konieczność przestrzegania przepisu wymuszającego zatrudnienie trzyosobowej załogi nie sezonowo, lecz przez cały rok. Życzeniu stało się zadość. Dodajmy, że jacht spełnia wymagania żeglugi oceanicznej: jest napędzany dwoma silnikami o mocy 600 KM każdy, a do zasilania urządzeń zapewniających maksymalny komfort służą dwa generatory o łącznej mocy 110 kW.
Indywidualni nabywcy dużych jachtów często chcą odcisnąć piętno na swojej jednostce. Stanisław Wilski, właściciel gdańskiego Wilmeksu, specjalizującego się w produkcji wyposażenia jachtowego, wspomina Niemca, który na swoim jachcie miał kabestan pracujący zgodnie z przeznaczeniem, oraz drugi taki sam - tyle że pozłacany i przeznaczony do podkreślenia zamożności armatora.
Wielu naśladowców ma stara angielska zasada nakazująca zmieniać jacht na większy w następujący sposób: tyle stóp długości, ile lat na karku. Tak więc 30-latek powinien zaczynać żeglować od jednostki 9-metrowej, a 70-latek kończyć rejsy na pokładzie jachtu o długości 21 m.

Polska marka
Wytwórnia jachtów motorowych z laminatu Galeon z podgdańskiego Straszyna, zatrudniająca 800 osób, buduje coraz większe jednostki. Takie jak Galeon 530, sztandarowa łódź firmy, zaprojektowana przez znane na świecie biuro projektowe Tony'ego Castro. Obliczony na 12-osobową załogę jacht ma 16 m długości i 5 m szerokości i jest napędzany dwoma 800-konnymi silnikami. Rozwija prędkość do 31 węzłów, czyli 60 km/h. Wieczysławowi Kobyłce, właścicielowi tej firmy, do głowy nie przychodzi, by sprzedawać jachty na rynkach zachodnich pod niepolską marką. Podobnie postępuje Stanisław Wilski.
Spośród około 900 polskich firm związanych z przemys-łem stoczniowym jedna trzecia działa na Wybrzeżu Gdańskim. Oprócz stu stoczni jachtowych są to zakłady wyspecjalizowane w produkcji wyposażenia i sprzętu jachtowego, żywic, mebli, a także liczne pracownie projektowe z kilkoma designerami cenionymi poza granicami Polski.
Jeden z instytutów wyliczył, że coraz bardziej realna upadłość stoczni morskich w Gdyni i Gdańsku będzie nas kosztować około 10 mld zł. Związkowcy obu stoczni domagają się liczonego w miliardach złotych wsparcia finansowego państwa. Tymczasem gdańskie prywatne stocznie jachtowe mają się coraz lepiej.
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany