Ryba po polsku - Gluty demokracji

Ryba po polsku - Gluty demokracji

Ludzi, którzy doskonalili instytucje PRL, trzeba trzymać z daleka od instytucji RP. Niech się doskonalą sami
Zócz mych polały się łzy me, czyste, srebrzyste, na moją pierś uniesioną wzruszeniem. I znów poczułem się jak niewinna dziecina, zagubiona w pełnym zwierza borze, otoczona paszczękami i kłami wilczymi, potykająca się o wykroty, ścigana przez upiory i strzygi, głodna, zziębnięta i bosa, gdy muśnie ją kojąca dłoń Anioła Stróża i otulą jego białe skrzydła. W takiej chwili przez wycie watahy i złowróżbne krakanie słychać dzwony niebieskie i śpiew - Hosanna.
To jest dość dokładny opis uczuć, jakich doznawałem ostatnio na wieść, że jako Polak, obywatel, a nawet jako dziennikarz będę już teraz chroniony i broniony. Będę miał własnego Anioła Stróża, a nawet legion aniołów, w tym większość doświadczonych stróży, którzy z samozaparciem uchronią mnie przede mną samym, dzieckiem zagubionym w chaszczach Rzeczypospolitej.
Kiedy jednak otarłem ślozy, jakie puściły mi się po lekturze "Oświadczenia w obronie demokracji" wydanego przez Ruch na rzecz Demokracji, kiedy wysiąkałem gluty wzruszenia z nosa, naszły mnie refleksje. Oczywiście, zastanawianie się nad dokumentem o takim ładunku oczywistej słuszności dowodzi mojej niedojrzałości. To jest w ogóle polska choroba, że najwznioślejsze inicjatywy obwąchuje się podejrzliwie i sceptycznie, zamiast okazać im należyty entuzjazm. Dziecięca choroba podejrzliwości.
Otóż moją wątpliwość po pierwszych uniesieniach wzbudziło najpierw to, że wśród zacnych obrońców demokracji znalazło się tak wiele osób zasłużonych już dla obrony demokracji socjalistycznej. Ja wiem, że to podłe z mojej strony i przede wszystkim sprzeczne z samym duchem omawianego apelu, w którym do ważnych zagrożeń demokracji zaliczono dzielenie Polaków ze względu na ich przeszłość. Trudno, mam zły charakter i uważam, że ludzie, którzy doskonalili instytucje PRL, powinni być trzymani z daleka od instytucji RP. Niech się doskonalą sami, w duchu, który jest im bliski, ale niech się wstrzymają od doskonalenia państwa i społeczeństwa, bo znów coś położą. Choćby nawet zasługi.
Pewne zdziwienie wywołał u mnie sam fakt obrony demokracji, ponieważ wydawało mi się stratą czasu i energii wyłażenie na barykady w celu obrony czegoś, co realnie istnieje. Dopiero dokładniejsza analiza subtelności tego oświadczenia uświadomiła mi zakres zagrożeń, jakie dostrzegają autorzy tego pięknego tekstu, dla demokracji takiej, jak oni ją pojmują. Pomijając zwykłą w takich wypadkach demagogię i parę banałów, zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego, Wisławy Szymborskiej i Andrzeja Olechowskiego, głównych sygnatariuszy, przynajmniej wedle "Gazety Wyborczej", w Polsce są w niebezpieczeństwie następujące instytucje demokracji: prawa aktywistów aparatu zniewolenia komunistycznego i ich konfidentów do dyskrecji i wyrozumiałości; jedność moralno-polityczna narodu; prawo autorytetów do niekwestionowanego pozostania niewzruszenie na tym stanowisku. Są to wszystko fundamenty demokracji, jakie chce się umacniać. Obawiam się tylko, że nie są to fundamenty demokracji liberalnej. Jeśli o mnie chodzi, to wychowany na Millu i podobnych zamordystach uważam za demokratyczną normę prawdę o historycznych zasługach i przewinach także osób żyjących. Jedność mam za szkodliwą utopię służącą tylko interesom polityków, a prawo do podważania autorytetów za objaw wolności ducha. Oczywiście, z takimi przekonaniami nie kwalifikuję się na porządnego obywatela w takiej demokracji poprawnościowej, jaką chcą nam zafundować autorzy tego dokumentu.
Osobną opieką mam zostać objęty jako dziennikarz. Ruch będzie bronił mojej niezależności i wolności dziennikarskiej. Bardzo się tego boję, a to dlatego, że już jestem wolny i niezależny. Osiągnąłem najwyższy stopień luksusu - mam własne zdanie i żadnego interesu stadnego. Jak mnie zaczną bronić, będą mieć pretensję, że mimo okazywanej mi troski nie jestem tak wolny, jak sobie to wyobrażają, ani na tyle niezależny, żeby się należycie odwdzięczyć. I zaczną popychać ku wolności i niezależności wykrojonej wedle najlepszych wzorów zatwierdzonych przez dyrektywę unijną.
Sygnatariusze oświadczenia ubolewają, że młodzi Polacy uciekają przed strasznym reżimem do krajów liberalnej demokracji. Nie polemizuję z tą tezą - być może młodzi uciekają przed lustracją swoich rodziców tam, gdzie można lepiej zarobić. Nie jestem młody, ale gdyby mecenas Jan Widacki, Włodzimierz Cimoszewicz czy Jacek Majchrowski dorwali się do polskiej demokracji, to też wyjadę w bardziej liberalne strony. Już raz zresztą byłem w podobnych okolicznościach personalnych.

Autor jest publicystą "Dziennika" i "Faktu"
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany