Z życia koalicji

Z życia koalicji

Jakiś tydzień zastanawiano się, który Kaczyński ma jechać na europejski szczyt. W końcu padło na to, że Lech, bo będzie kompromis. Jakby miała być wtopa i weto - pojechałby Jarosław. A jakby trzeba było ich wszystkich od razu rozstrzelać, pojechałby Bogusław Linda.

W zupełnie innym kierunku, bo do Korei Południowej, udał się Ludwik Dorn. Zabrał on z sobą na koszt państwa małżonkę, co wywołało falę (no, może falkę) oburzenia, że taki rozpasany. Feldmarszałek bronił się, że owszem wziął żonę, ale w bagażu podręcznym, więc to się nie liczy.

Skoro jednak pani Dornowa i pan Dorn bawili w Korei, to kto w tym czasie zabawiał Sabę? BOR? Bo że państwo feldmarszałkostwo psa do Korei nie wzięli to pewnik. Uchodziłby tam za przysmak.

Tymczasem pielęgniarki dopadł nagły atak miłości do Jarosława Kaczyńskiego. Atak był tak nagły, że nie pozwolił im wyjść z kancelarii premiera, dopóki go nie ujrzą. Po prostu babki jak weszły, to taką miętę do Jarosława poczuły, że za żadne pieniądze wyjść nie chciały, i już. Cóż, takie przypadki się zdarzają, że wspomnimy panią Szczypińską.

Okazało się, że to nie jedyne absztyfikantki Jarosława w białych kitlach i pod oknami kancelarii premiera zebrała się ich cała chmara. Wszystkie żądały natychmiastowego spotkania z premierem. Podobno w ramach kompromisu zgodziłyby się na spotkanie z Lechem, ale kancelaria proponowała tylko Bogusława Kaczyńskiego. Mogliby choć dorzucić Kazimierza Kaczora.

A wracając do pani Jolanty. Zupełnie nie wiemy, co o niej myśleć, bo zawsze zdawała się nam sympatyczną, może nieco egzaltowaną panią. Tymczasem pewien bardzo ważny polityk PiS zapewniał nas, że pani poseł ma niesłychane ambicje i uznaje się za niesłychanie konsekwentną w sprawie służby zdrowia. Podobno jeszcze za Marcinkiewicza bardzo ostro atakowała ministra Religę. Pani poseł, tak, to prawda, Lenin twierdził, iż osoby niewykształcone mogą rządzić państwem. Ale on miał na myśli kucharki.

Najsłynniejszy polski Mulat miał, jak donoszą gazety, swojego prywatnego popa na Ukrainie. Pop okazał się niebanalny, bo był też majorem Armii Czerwonej. Ciekawi nas tylko, za co mu się tak nasz wicepremier rewanżował. Jak się dowiemy, że Lepper dostanie w związku z tym kolejny doktorat honoris causa od Wyższej Szkoły Wszystkiego Najlepszego w Kijowie, to nawet nie ziewniemy. Jeśli się okaże, że Lepper został kapralem Armii Czerwonej, to zdziwimy się kapkę, ale jeśli wyjdzie na jaw, że Lepper jest archimandrytą, to będzie nas trzeba reanimować.

Senator PiS Anna Kurska, matka Jarosława ("Wyborcza") i Jacka (PiS), siedziała sobie pewnego pięknego poranka w sejmowym Barku Za Kratą i oddawała się lekturze prasy. Nadszedł wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal, który postanowił grzecznie się przywitać. Krótka wymiana zdań wyglądała następująco: "Dzień dobry, pani senator." "Dzień dobry, espresso proszę".

Mówiąc szczerze, nie znamy puenty, czyli dalszego ciągu tej historii, ale gdyby Kowal miał jaja, to powinien przynieść jej to espresso. No tak, ale gdyby Kowal miał jaja, toby nie był w PiS.



Fot: Z. Furman (L. Kaczyński, Lepper, Dorn); A. Jagielak (J. Kaczński)
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 26/2007 (1279)


ZKDP - Nakład kontrolowany