

W zupełnie innym kierunku, bo do Korei Południowej, udał się Ludwik Dorn. Zabrał on z sobą na koszt państwa małżonkę, co wywołało falę (no, może falkę) oburzenia, że taki rozpasany. Feldmarszałek bronił się, że owszem wziął żonę, ale w bagażu podręcznym, więc to się nie liczy.

Tymczasem pielęgniarki dopadł nagły atak miłości do Jarosława Kaczyńskiego. Atak był tak nagły, że nie pozwolił im wyjść z kancelarii premiera, dopóki go nie ujrzą. Po prostu babki jak weszły, to taką miętę do Jarosława poczuły, że za żadne pieniądze wyjść nie chciały, i już. Cóż, takie przypadki się zdarzają, że wspomnimy panią Szczypińską.
Okazało się, że to nie jedyne absztyfikantki Jarosława w białych kitlach i pod oknami kancelarii premiera zebrała się ich cała chmara. Wszystkie żądały natychmiastowego spotkania z premierem. Podobno w ramach kompromisu zgodziłyby się na spotkanie z Lechem, ale kancelaria proponowała tylko Bogusława Kaczyńskiego. Mogliby choć dorzucić Kazimierza Kaczora.
A wracając do pani Jolanty. Zupełnie nie wiemy, co o niej myśleć, bo zawsze zdawała się nam sympatyczną, może nieco egzaltowaną panią. Tymczasem pewien bardzo ważny polityk PiS zapewniał nas, że pani poseł ma niesłychane ambicje i uznaje się za niesłychanie konsekwentną w sprawie służby zdrowia. Podobno jeszcze za Marcinkiewicza bardzo ostro atakowała ministra Religę. Pani poseł, tak, to prawda, Lenin twierdził, iż osoby niewykształcone mogą rządzić państwem. Ale on miał na myśli kucharki.

Senator PiS Anna Kurska, matka Jarosława ("Wyborcza") i Jacka (PiS), siedziała sobie pewnego pięknego poranka w sejmowym Barku Za Kratą i oddawała się lekturze prasy. Nadszedł wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal, który postanowił grzecznie się przywitać. Krótka wymiana zdań wyglądała następująco: "Dzień dobry, pani senator." "Dzień dobry, espresso proszę".
Mówiąc szczerze, nie znamy puenty, czyli dalszego ciągu tej historii, ale gdyby Kowal miał jaja, to powinien przynieść jej to espresso. No tak, ale gdyby Kowal miał jaja, toby nie był w PiS.
Fot: Z. Furman (L. Kaczyński, Lepper, Dorn); A. Jagielak (J. Kaczński)
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika Wprost .
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Komentarze