Skibą w mur - Kryptonim na sto min - urodziny Klossa

Skibą w mur - Kryptonim na sto min - urodziny Klossa

Wildsteina jako prezesa TVP nie ma, a J-23 - mimo IV RP - cały czas nadaje
Najsłynniejszy w Polsce agent to nie żaden Bolek, Ketman czy inny Nowak, tylko J-23, dzielny kapitan Hans Kloss, który w pojedynkę wygrał II wojnę światową. Dokładnie czterdzieści lat temu nakręcono pierwsze odcinki "Stawki większej niż życie". Serial doczekał się tytułu "serialu wszech czasów". Zamiast się stać rdzewiejącym rupieciem, który pokrywa się kolejną warstwą kurzu na półce z innymi filmami propagandowymi, do dziś budzi emocje.Film Janusza Morgensterna i Andrzeja Konica według powieści Andrzeja Zbycha to przede wszystkim dobre kino sensacyjne. Serial zawiera wszystkie niezbędne elementy kina rozrywkowego: świetne aktorstwo, piękne kobiety (ach, ta Barbara Brylska), przystojni mężczyźni (Stanisław Mikulski, w którym kochała się cała Polska i pół NRD), a do tego napięcie, niepewność co do losu głównego bohatera, który cały czas balansuje na krawędzi wpadki, i jeszcze strzelaniny, pościgi, a na okrasę doskonała muzyka Jerzego Matuszkiewicza.
Już sama czołówka filmu bije na łeb na szyję wszystkie inne polskie produkcje tego typu. No, po prostu udał się ten film naszym filmowcom i tyle. Z historycznego punktu widzenia jest to oczywista bajka. Kapitana Klossa nie było, choć byli polscy agenci w szeregach wroga (głównie kobiety). Ich losy być może byłyby ciekawsze niż przygody J-23, problem w tym, że nikt nie był zainteresowany pokazywaniem "agentów rządu londyńskiego". W PRL za wzór patriotyzmu uznawano tylko lewicową partyzantkę i bohaterem serialu mógł być jedynie ktoś współpracujący z Rosjanami.
J-23 często kontaktuje się z tajemniczą centralą, której nadaje swoje meldunki. Centrala mieści się w Moskwie i kryją się za nią radzieccy towarzysze, ale, przyznajmy, nie jest to wątek w serialu rozbudowany. Można nawet powiedzieć, że wstydliwie skrywany. Polak donoszący Rosjanom nie byłby mile widziany przez widzów nawet w czasach komuny. Za to Polak grający na nosie Szwabom niezmiennie - czy to PRL, trzecia czy czwarta RP - będzie się nad Wisłą podobać. I być może m.in. taki jest powód wielkiej żywotności agenta Janka. Żeby było śmieszniej, to w 1970 r. twórcy i główni aktorzy serialu otrzymali nagrodę telewizji NRD. Czy naszą telewizję byłoby stać, aby nagrodzić np. angielski serial, w którym z Polaków robi się kompletnych idiotów? Śmiem wątpić.
Osiemnaście odcinków "Stawki" było pokazywanych w telewizji niezliczoną ilość razy. Słupki oglądalności zawsze były wysokie. Film dorobił się mutacji komiksowej, a Stanisław Mikulski stał się pierwszym polskim gwiazdorem filmowym. "Stawka większa niż życie" zabiła chyba jego karierę, bo ciągle obsadzano go w rolach wojskowych lub oficerów wywiadu. A przecież ten aktor miał potencjał komediowy, co wykorzystał Stanisław Bareja, wymyślając dla niego rolę "wujka dobra rada" w słynnym "Misiu". Mikulski do końca życia będzie Klossem, tak jak Emil Karewicz Brunnerem.
W PRL jako dzieciaki nie mieliśmy Supermana, Spidermana i innych bohaterów zbiorowej amerykańskiej wyobraźni. Mieliśmy Klossa, Brunnera i czterech pancernych. Dlatego dziś, gdy kolejna nabzdyczona jankeska produkcja w stylu Spidermana wchodzi do kin, naród ziewa i szuka Klossa na DVD. Udane seriale z czasów PRL, takie jak "Stawka" czy "Czterej pancerni", mimo że w swej historycznej warstwie zakłamane, już od dawna są odbierane z przymrużeniem oka jako kino przygodowo-rozrywkowe. Dla wielu to sentymentalna podróż w krainę dzieciństwa.
Heroizmu obu tym serialom dodał ostatnio Bronisław Wildstein, który jako prezes TVP oświadczył, że skończyła się epoka Klossa i pancernych. Starcie Wildstein kontra Kloss okazało się dla tego pierwszego bardzo bolesne. Wildsteina jako prezesa nie ma, a J-23 mimo IV RP cały czas nadaje. Ostatnio w TVN. Czasy takie, że kto wie, może niebawem wyciągną gdzieś z IPN teczkę Klossa i okaże się w czterdzieste urodziny serialu, że Hans z Abwehry to tak naprawdę sierżant Kapusta z SB sterowany telepatycznie przez agenta CIA, słynnego Kojaka z Chicago, który na rękach nosi zegarki Dochnala i zna szwajcarskie konta numeryczne psa Kwaśniewskiego.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 26/2007 (1279)


ZKDP - Nakład kontrolowany