Gorączka ziemi

Gorączka ziemi

Czy polscy działkowicze zostaną milionerami?
Prywatyzacja była złodziejska, a program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych był "królową afer" - uważają liderzy PiS. Partia braci Kaczyńskich chce coś dać Polakom na osłodę. - To będzie "powszechne małe uwłaszczenie". Umożliwimy milionowi działkowiczów wykup na własność użytkowanych przez nich ogródków - mówi Tomasz Markowski (PiS), wiceszef sejmowej Komisji Skarbu.
Gorączka działkowa rozgorzała zwłaszcza wśród osób mających ogródki w centrach największych miast. Teoretycznie, w wypadku średniej wielkości działki (300 m2) w centrum Warszawy, wpłacając najwyżej kilka tysięcy złotych, nabędą one ziemię, która po "odrolnieniu" będzie warta dla deweloperów nawet 300-350 tys. zł.

Komuna w ogródku
"Działkowiec z Nowej Soli oburzony", "Okręg opolski wyraża dezaprobatę", "Sprzeciw działkowca z Zielonej Góry" - to próbka publikacji na temat projektu nowej ustawy, zaczerpnięta ze strony internetowej Polskiego Związku Działkowców. Jeśli ktoś ma déj? vu sięgające czasów przed 1989 r., jest to całkowicie uzasadnione.
Eugeniusz Kondracki, który jest prezesem PZD od chwili jego powstania w 1981 r. (to chyba rekord Polski w prezesowaniu), to stały bywalec kongresów SLD i sygnatariusz porozumienia wyborczego tej partii sprzed dwóch lat - w imieniu wszystkich działkowiczów. Symbioza jest pełna. Jeszcze za rządów SLD, w 2005 r., uchwalono ustawę o rodzinnych ogrodach działkowych, która utrzymała monopol PZD na zarządzanie nimi. Zakonserwowano twór łamiący zasady państwa prawa. PZD w sposób wyłączny włada gruntami o powierzchni 44 tys. hektarów, które do niego nie należą (od 1990 r. większość jest własnością gmin, reszta jest własnością skarbu państwa); nie wnosi opłat za użytkowanie wieczyste tej ziemi ani nie płaci żadnych podatków gruntowych; narusza konstytucyjną wolność zrzeszania się, gdyż nie można być w Polsce działkowiczem, nie należąc do tego związku. Strasząc dziś skutkami uwłaszczenia, władze PZD chwalą się na przykład, że członkostwo w związku chroni przed roszczeniami dawnych (czyli prawowitych) właścicieli gruntów, na których znajdują się niektóre ogródki działkowe.
Od działkowiczów PZD pobiera rocznie około 44 mln zł za użytkowanie działek. Większość tej sumy przeznacza na pokrycie kosztów wywozu śmieci, prac porządkowych itp., ale 15 mln zł pochłania działalność samego związku (głównie pensje dla 1,5 tys. pracowników). - Uważamy, że PZD, a szczególnie jego kierownictwo, jest dzisiaj klasycznym przykładem reliktu PRL. To stara komuna, nawet nie z czasów Gierka, ale wcześniejszych - stwierdził niedawno szef klubu PiS Marek Kuchciński.

Zielone reduty
Działacze PZD stają na głowie - strasząc działkowiczów to wizją likwidacji ich ogródków, to horrendalnymi opłatami za ich wykup - by utrącić nowe przepisy.
- Maksymalny upust przy wykupie wyniesie 95 proc. ceny rynkowej ogródka, traktowanego jako działka rolna [dużo tańsza od budowlanej]. Za każdy rok użytkowania działki przysługujący upust będzie o 10 proc. większy - wyjaśnia poseł Markowski. Według autorów projektu, ci, którzy nie wykupią działek, będą je nadal użytkowali, płacąc za dzierżawę gminie (notabene, kilkakrotnie mniej, niż obecnie płacą PZD). Będą oni mogli też tworzyć wspólnoty na wzór mieszkaniowych, więc upadnie monopol PZD.
Aż 85 proc. ogrodów działkowych w Polsce znajduje się w obrębie miast, nierzadko w centrach.
Na przykład w Warszawie zajmują 1200 hektarów, w Poznaniu - 640 hektarów. Dlatego PiS liczy, że uwłaszczenie działkowców zwiększy podaż ziemi, obniży jej ceny i podtrzyma boom budowlany.
Nieoficjalnie większość działkowiczów przyznaje, że wykupią swoje ogródki i je sprzedadzą - o ile otrzymają korzystną ofertę. Potencjalni beneficjenci zmian to cała armia ludzi - prawie 970 tys. Polaków to działkowicze, do tego dochodzą członkowie ich rodzin. Znaleźć ich można nawet w rządzie: wicepremier Przemysław Gosiewski w oświadczeniu majątkowym wykazał 300-metrową działkę pracowniczą. Tyle że droga działkowiczów do fortuny może się okazać wyboista.

Wirtualna fortuna?
Na razie złotonośne działki to wizja.
- Wiele ogródków ma bardzo atrakcyjną lokalizację, ale trudno byłoby negocjować zakup malutkich działek z setkami osób naraz. Prawdziwej wartości te grunty nabiorą, jeśli zostaną scalone i przekształcone w działki budowlane - mówi Jerzy Zdrzałka, prezes J.W. Construction (największy deweloper w Warszawie). Wystarczy, że w danym ogrodzie choćby jeden działkowicz uprze się i nie sprzeda ziemi, by wartość całego terenu zmalała. Nikt nie będzie budował osiedla z widokiem na grządki pomidorów.
Zdaniem Roberta Chojnackiego, szefa redNet Property Group, jeśli działkowicze nie dogadają się sami, szybko znajdą się prywatni inwestorzy, którzy skupią od nich działki i zaoferują cały teren deweloperom. Działkowicze raczej nie uzyskają takich cen jak za działki budowlane, ale mogą liczyć na kwoty wyższe od cen typowych działek rolnych. Dla przykładu, w Warszawie, Krakowie lub Wrocławiu za metr kwadratowy działki budowlanej w dobrym miejscu polski deweloper zapłaci dziś nie więcej niż 1200-1500 zł. W przeciwnym razie musiałby sprzedawać mieszkania tam wybudowane w cenie grubo ponad 10 tys. zł za metr kwadratowy.
Dla tych, którzy liczą na łatwy zarobek, przeszkodą mogą się okazać plany, jakie wobec ogrodów działkowych mają gminy. Niektóre zapowiadają, że te ogrody, które będą likwidowane, zostaną przekształcone w miejskie parki, a nie tereny budowlane (były naczelny architekt Warszawy zapowiadał, że w ten sposób będzie przekształconych 20 stołecznych ogrodów). Posłowie PiS głowią się teraz, jak zapewnić gminom, czyli formalnym właścicielom działek w ogrodach, prawo sprzeciwu wobec uwłaszczenia dzierżawców, nie grzebiąc zarazem idei reformy.
- PiS znowu zaczyna od końca. Najpierw trzeba zmusić gminy do uchwalenia planów zagospodarowania przestrzennego. Dopiero gdy będą podjęte decyzje, które tereny pozostaną zielone, które będą przeznaczone pod budowę osiedli albo dróg, można przeprowadzić uwłaszczenie działkowiczów - ocenia posłanka PO Julia Pitera. Wówczas działkowicze, którzy nie chcą się pozbywać ogródków, zatrzymaliby obecne (jeśli gmina chciałaby je pozostawić) albo dostaliby zamienne. Ci, którzy postanowiliby działki sprzedać, wiedzieliby, na czym stoją - czy dysponują niewiele wartym kawałkiem ziemi, czy cenną przyszłą działką budowlaną.


Polska na działce
26
tyle lat istnieje Polski Związek Działkowców i tyle lat ma tego samego prezesa

5200
tyle ogrodów działkowych istnieje w całym kraju

966 000
tyle działek jest zagospodarowanych

44 000
tyle hektarów powierzchni zajmują ogrody działkowe

300

tyle metrów kwadratowych ma przeciętna działka

30 000
tylu jest działkowiczów w samej Warszawie

46,9
taki odsetek wśród działkowiczów stanowią emeryci i renciści

36
tyle złotych wynosi obecnie roczna opłata za dzierżawę 300-metrowej działki

30 000
tyle złotych chce działkowicz za odstąpienie trzystumetrowej działki pracowniczej z domkiem w Nadarzynie pod Warszawą

10
tyle złotych za metr kw. chce działkowicz za zaniedbaną (20 m2) działkę z altaną w dzielnicy Sołtysowice we Wrocławiu

Źródło: PZD, dane własne



Fot: A. Jagielak
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • działkowiczka   IP
    Baron ogródkowy-z 26 08 2004-to ciekawy artykuł,który otwiera oczy na pasożyta,który nie robiąc nic ssie swoje ofiary.Chcemy wykupić swoje ogródki,uprawiać jak do tej pory warzywa,odpoczywać na nich i pielęgnować je.Popieramy ustawę PIS.Komunistyczny relikt PZD powinien być zlikwidowany.
    • myszka   IP
      pzd to najbogatsza organizacja spoleczna ktora zarabia z podatkow od dzialkowcow rocznie miliony i wcale sie z tego nie rozlicza dosc tego dajcie dzialkowcom uwlaszczenie
      • myszka   IP
        bardzo bym chciala uwlaszczenia ten kawalek ziemi bylby moj a podatek zaplacila bym mojemu miastu i tak powinno byc zlikwidowac te hieny pzd

        Spis treści tygodnika Wprost nr 26/2007 (1279)


        ZKDP - Nakład kontrolowany