Operacja "Kadencja"

Operacja "Kadencja"

Pozostać jak najdłużej na Kremlu - to jedyny cel polityki zagranicznej Putina
Wypijmy za trzecią kadencję" - to modny wśród kremlowskich biurokratów i politologów toast. Być może stanie się samospełniającą przepowiednią. Putin dał do zrozumienia, że może pozostać na Kremlu dłużej, niż pozwala konstytucja.
W wywiadzie dla włoskich mediów Putin powiedział, że czteroletnia kadencja rosyjskiego prezydenta jest za krótka. "Prezydent powinien rządzić co najmniej siedem lat"- oświadczył. Teraz tłum pochlebców ruszy, by przekonać Putina do przedłużenia kadencji. Gospodarz Kremla najpierw będzie się wzbraniał, ale w końcu ulegnie. Przecież tylko on może uratować kraj. Rosja jest zagrożona przez coraz potężniejszych wrogów: Stany Zjednoczone szykują atak rakietowy, wykorzystując Polskę i Czechy.

Nawet jeśli Putin zrezygnuje z funkcji prezydenta, będzie chciał zachować faktyczną władzę w Rosji. Jego następcą może być jedynie figurant, który nie zdradzi i w stosownym momencie odda władzę

Siergiej Iwanow jeden z mianowanych przez Kreml następców Putina. Przyjaciel prezydenta z KGB

Dmitrij Miedwiediew prawnik wskazywany przez Moskwę jako następca Putina, jeśli w 2008 r. w Rosji nie będzie "poważniejszch problemów"
Rakietowa wojna na papierze
Deklaracja Putina padła w gorącym momencie. Od kilku tygodni trwa rosyjsko-amerykańska "wojna rakietowa". Moskwa sprzeciwia się budowie amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie. W mediach rozpętano antyzachodnią histerię. Widzowi rosyjskiej telewizji może się wydawać, że tarcza jest budowana po to, aby Zachód mógł zaatakować Rosję. Kreml zaś robi wszystko, by tę agresję odeprzeć. Putin nazwał USA "IV Rzeszą". Na ekranach rosyjskich telewizorów widać próby z rakietami balistycznymi Buława. W obwodzie kaliningradzkim mają być rozmieszczone rakiety krótkiego zasięgu Iskander.
Rosja żyje konfliktem rakietowym. To główny temat nie tylko rządowych, ale i tak zwanych liberalnych mediów. - Nawet antyczeczeńska nagonka przed wyborami prezydenckimi w 1999 r. nie była tak silna - uważa Julia Łatynina, dziennikarka rozgłośni Echo Moskwy. - Wszystkim to się podoba. Pokazujemy, że jesteśmy silnym krajem - mówi "Wprost" z entuzjazmem jeden z dziennikarzy rządowych mediów.
Dzięki temu poparcie dla Putina rośnie. Rosyjskie media prowadziły już akcje propagandowe przeciw Czeczenom, Gruzinom i Estończykom. Ta akcja jest podobna, ale prowadzona z większym rozmachem. Wszystko wskazuje na to, że jej celem nie jest przeciwstawienie się amerykańskim planom. Najważniejsze jest przedłużenie kadencji prezydenta. Jedyny argument, który powstrzymuje Putina przed takim rozwiązaniem - reakcja świata - odpada. W Moskwie zakłada się, że USA po cichu zgodzą się na takie rozwiązanie, jeśli ceną będzie budowa tarczy antyrakietowej.

Syndrom kazachski
Precedens już jest. Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew doprowadził do zmiany konstytucji i przedłużył swoje rządy. Nie został potępiony. W Kazachstanie media długo się zastanawiały, kto będzie następcą starego prezydenta. Wymieniano jego córkę i zięciów. Nazarbajew deklarował, że jeśli skończy drugą kadencję, odejdzie i nie będzie zmieniał konstytucji. Siła władzy okazała się potężniejsza.
Putin także wielokrotnie deklarował, że nie zmieni konstytucji i odejdzie w 2008 r. Kreml mianował jego dwóch oficjalnych następców - Siergieja Iwanowa i Dmitrija Miedwiediewa. Pierwszy to "czekista", przyjaciel Putina z KGB, drugi - "liberał", prawnik z Petersburga. - Jeśli nie będzie poważniejszych problemów, wybierzemy Miedwiediewa, jeśli czasy będą ciężkie, prezydentem zostanie Iwanow - przekonywał "Wprost" wysoki rangą kremlowski urzędnik. Tylko że między "delfinami" coraz częściej dochodzi do konfliktów. Poza tym jak można przeprowadzić operację "Następca", popierając równocześnie dwóch ludzi? W aparacie biurokratycznym panuje zamęt w kwestii, który wicepremier jest ważniejszy. Może Putin ukrywa asa w rękawie i następcą zostanie ktoś inny. Media wymieniają premiera Michaiła Fradkowa, szefa kancelarii prezydenta Siergieja Sobianina i szefa kolei państwowych Władimira Jakunina. Pytanie o następcę to jednak rzecz z dziedziny psychologii. Do kogo Putin może mieć zaufanie? Kto będzie jedynie figurantem, nie zdradzi i w stosownym momencie władzę odda? Nie ma wątpliwości, że Putin chce zachować faktyczną władzę w Rosji, nawet jeśli zrezygnuje z funkcji prezydenta.

Logika władzy
Nawet jeśli Putin nie jest jeszcze do końca przekonany do takiego rozwiązania, nie jest też wolny od obaw, jak zostanie oceniony przez światowych przywódców. Ostatnie wydarzenia w Rosji: histeria antygruzińska i antyestońska, otrucie Aleksandra Litwinienki, przejęcie przez władze kontroli nad surowcami energetycznymi, przemawia za przedłużeniem kadencji obecnego prezydenta. Pewnie nie są to części wielkiego planu, ale raczej seria pomyłek i fobii tworzących logikę władzy w Rosji. Zgodnie z tą logiką, Putin musi pozostać u steru.
Dla byłego prezydenta Putina nie ma miejsca w polityce. Wielu analityków twierdziło, że po zakończeniu kariery może on zostać szefem koncernu kontrolującego Gazprom i Rosnieft. Być może dlatego rosyjskie władze starały się o zakup gazociągów i firm naftowych w Europie. Firma, która miałaby takie aktywa, stałaby się ponadnarodowym koncernem. Jego szef miałby wpływy w Europie i niezależność od Kremla. Tyle że ta strategia zakończyła się fiaskiem. Sięgnięto po inny plan - utworzenie gazowego OPEC, grupy państw eksportujących gaz ziemny. Gdyby Putin stanął na czele gazowo-naftowego koncernu, stałby się potężniejszy może niż prezydent Rosji. Ale jeśli chce zostać szefem gazowego OPEC, musi być prezydentem Rosji.

Azerska pułapka
Na razie rosyjski prezydent pokazuje zręczność, nie tylko dokonując socjotechnicznych zabiegów wobec społeczeństwa i kremlowskiej biurokracji, ale także planując strategię wobec zagranicznych partnerów. Jak inaczej ocenić propozycję zbudowania stacji radarowej w Azerbejdżanie zamiast w Czechach? Nawet zwykle krytyczny wobec Kremla politolog Andriej Piontkowski twierdzi, że było to posunięcie genialne. - Putin pokazał, że w odróżnieniu od swojego otoczenia potrafi myśleć strategicznie, piłka jest teraz po amerykańskiej stronie - mówi. Amerykanie sami zapędzili się w pułapkę. Błędnie odczytali intencje rosyjskiego prezydenta. Uwierzyli, że głównym powodem sporu jest budowa tarczy antyrakietowej. Teraz każda odpowiedź Amerykanów będzie zła. Jeśli nie zgodzą się na Azerbejdżan, dostarczą argumentów przeciwnikom - okaże się, że baza, która ma powstać w Europie Środkowej, jest jednak skierowana przeciw Rosji. Jeśli zgodzą się na Azerbejdżan i wycofają się z pomysłu budowy tarczy w Europie, skompromitują rządy w Warszawie i Pradze.
Jurij Bałujewski, szef sztabu rosyjskiej armii, zapowiada, że negocjacje z Amerykanami w sprawie tarczy rozpoczną się w lipcu i będą długie. Najbardziej zaskoczone są chyba władze Iranu. Niedawno Moskwa deklarowała, że jest przyjacielem tego kraju, po czym przyłączyła się do zwolenników budowy tarczy antyrakietowej, która ma być skierowana przeciw Teheranowi. Operacja "Kadencja" ma swoje prawa, czasem nadrzędne wobec sojuszy.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 26/2007 (1279)


ZKDP - Nakład kontrolowany