Widmo Palestyna

Widmo Palestyna

Totalny chaos - oto, co zyskali Palestyńczycy po 60 latach wojny o niepodległość
To scena na miarę Hioba: mieszkaniec Gazy Naim Elion z małym zawiniątkiem na rękach przed zaporą graniczną Erez.
W zawiniątku znajduje się ciało trzymiesięcznego syna Eliona, który zmarł w izraelskim szpitalu z powodu wady serca. Palestyńczyk czekał przez wiele godzin, zanim pozwolono mu przejść i zabrać syna do domu. Jeszcze tego samego dnia na podwórku obozu uchodźców urządził mu pogrzeb.I druga scena: wieżowiec w centrum Gazy. Ludzie z Hamasu wyrzucają przez okno z 17. piętra oficerów palestyńskiej służby bezpieczeństwa. I żeby nie było nieporozumień - wyrzucają bez spadochronów. "Tego dnia Palestyńczycy wyrzucili na bruk swój sen o własnym państwie" - powie później egipski poeta.

Krwawa łaźnia Gaza
Wydarzenia w Gazie spowodowały, że w społeczeństwie izraelskim odżyły najgorsze wspomnienia. Jeszcze niedawno istniała niemal zgoda w sprawie potrzeby powstania samodzielnego państwa palestyńskiego, teraz zaczyna się to zmieniać. - Nie możemy do nich mieć najmniejszego zaufania - piszą publicyści w Tel Awiwie i Jerozolimie. Z ostatnich sondaży wynika, że prawie 70 proc. respondentów domaga się przerwania procesu pokojowego co najmniej na 10 lat.
Niedawne wydarzenia jeszcze raz potwierdziły znaną prawdę: Palestyńczycy nie przywiązują żadnej wagi do zawartych umów. Podczas ostatniej siłowej rundy w Strefie Gazy walczące strony podpisały aż siedem porozumień o przerwaniu ognia, ale najdłuższe wytrzymało kilka godzin. Zjawisko to ma długą tradycję. Podczas wojny domowej w Libanie w latach 70. i 80. Organizacja Wyzwolenia Palestyny podpisała ponad 90 porozumień rozejmowych. Wszystkie kończyły się krwawą łaźnią. Izrael nie ma wyjścia i również teraz będzie musiał dojść do porozumienia ze swoimi najbliższymi i problematycznymi sąsiadami. Na razie strategia rządu polega na wyizolowaniu Strefy Gazy i oddzieleniu jej od Zachodniego Brzegu, ale ważniejszym zadaniem będzie przecięcie gordyjskiego węzła łączącego Strefę Gazy z Izraelem. Od początku Izrael chciał zwrócić Strefę Gazy Egiptowi. Ale Gamal Abdel Naser, prezydent tego państwa, nie chciał nawet o tym słyszeć, dziękując Bogu, że mógł się pozbyć niechcianego ciężaru i bólu głowy.
Wraz z upływem lat Gaza coraz bardziej uzależniała się od Izraela. Choć również Izrael uzależniał się od Gazy. Przed pierwszą intifadą w Izraelu pracowało prawie 350 tys. Palestyńczyków i gdy władze z uwagi na nasilenie się terroru zamknęły przejścia graniczne, gospodarka izraelska odczuła to boleśnie. Musiało upłynąć kilka lat, zanim robotnicy z różnych krajów zastąpili Palestyńczyków. Również dzisiaj Gaza nie może sama żyć i musi być podłączona do butli tlenowej. Taką butlą jest Izrael, który dostarcza całej Strefie elektryczności, gazu i wody. Egipt nie chce wziąć odpowiedzialności za swoich "braci", nie chcą tego również inne państwa arabskie. Czy w takiej sytuacji Izrael może zamknąć życiodajne krany?

Państwo w prezencie
Powstanie religijnej bazy irańskiej między Egiptem a Izraelem dramatycznie zdopingowało najbardziej fanatyczne siły islamskie, dla których zwycięstwo Hamasu jest równoznaczne z położeniem kamienia węgielnego pod budowę nowego kalifatu. W takiej sytuacji przyszła wojna cywilizacji nie musi być tylko złym snem. W tej grze Izrael jest jedynie małym i dość osamotnionym pionkiem, który znalazł się na pierwszej linii frontu.
W lipcu 2004 r. Stany Zjednoczone powołały do życia agendę rządową zajmującą się pomocą dla państw, które nie są zdolne same stanąć na nogach. Państwa takie (failed states), według amerykańskich politologów, stanowią strategiczne zagrożenie nie tylko dla USA, ale i dla całego wolnego świata. "Pomagamy im głównie po to, żeby pomóc sobie" - tłumaczy Waszyngton. Tylko zdecydowana ingerencja międzynarodowa może zapobiec wybuchowi palestyńskiej beczki prochu mogącej podpalić cały Bliski Wschód. - Jak to jest, że po 60 latach permanentnych wojen Izrael ma w kosmosie kilkanaście satelitów, podczas gdy naszym największym osiągnięciem naukowym jest rakieta Kasam, a największym sukcesem narodowym nierząd? - pytają intelektualiści palestyńscy.
W połowie lat 90., po podpisaniu porozumień w Oslo, Jaser Arafat dostał państwo, z którym Palestyńczycy nie wiedzieli, co zrobić. Przez wszystkie te lata nie wybudowali nawet jednego kilometra szosy, nie oddali do użytku ani jednego nowego szpitala, nie wygospodarowali żadnego nowego miejsca pracy. Miliardy dolarów płynęły szerokim i niekontrolowanym strumieniem na prywatne konta w Ramallah, Nablusie, Dżeninie i w Strefie Gazy. Część szła na terror, część do kieszeni palestyńskich prominentów, część na opłacenie ogromnego aparatu skorumpowanych działaczy, polityków i administratorów. Wśród Palestyńczyków rozlegają się głosy żądające dymisji wszystkich głównych polityków palestyńskich, łącznie z prezydentem Autonomii, czy raczej tego, co po Autonomii pozostało. - Jak to się stało, że państwo Arafata w Gazie rozleciało się w ciągu kilkunastu godzin jak domek z kart? - pytają.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 26/2007 (1279)


ZKDP - Nakład kontrolowany